Ryby mają głos!

Trening umysłu

Posted on: 2010-11-23

Fragment książki Beaty Pawlikowskiej „W dżungli życia”

Zauważyłam ciekawą, ale dość logiczną rzecz: organizm człowieka instynktownie unika wysiłku. To pewnie dlatego, że głęboko w duszy każdy boi się śmierci z powodu przepracowania, niedotlenienia, zagonienia i przeciążenia, a poza tym organizm ludzki ma brzydką tendencję do gromadzenia rezerw na ciężkie czasy. To wygląda na pozostałość po czasach jaskiniowców, którzy musieli potężnie przytyć latem, żeby móc przetrwać zimą – tak samo jak to robią borsuki, niedźwiedzie i susły.
A jednak, żeby się czegoś nauczyć, żeby czegoś dokonać albo coś stworzyć wysiłek jest konieczny i nie da się tego zrobić wielkimi zrywami raz na pół roku. Odkryłam to, kiedy na serio zaczęłam się uczyć języka angielskiego.
Wcześniej pracowałam zrywami czyli kiedy nachodziła mnie ochota poparta wyrzutami sumienia to wyciągałam książki i zagłębiałam się w nich na kilka długich godzin. Kiedy kończyłam taką sesję byłam wykończona i nic dziwnego, że mój organizm bronił się przed następną podobną rewolucją. Musiało więc minąć kilka tygodni albo miesięcy, żebym znów zabrała się za siebie, odtworzyła książki, próbowała nauczyć się jak najwięcej. Nikt mi nie powiedział, że w tym właśnie tkwi mój błąd.
Najbardziej skuteczny sposób na opanowanie jakiejś sztuki, wiedzy lub stworzenia jakiegoś dzieła to trening umysłu. Trzeba przyzwyczaić umysł, że codziennie o tej samej porze będzie się gimnastykował w pewien określony sposób.
Przy każdym zrywie, który zdarza się nieregularnie i z jakiejś szczególnej okazji umysł musi od początku rozpoznać sytuację, wdrożyć się do wymaganego sposobu myślenia mając przez cały czas świadomość tego, że za chwilę będzie musiał całkowicie znów się przekwalifikować i rozwiązywać zupełnie inne problemy. Jakie? Tego oczywiście nie można przewidzieć. Trzeba więc przygotować umysł do tego, że regularnie o tej samej porze będzie pracował w określony sposób. I zawsze trzeba wyznaczyć początek i koniec tej pracy.
Kiedy uczyłam się włoskiego, postanowiłam, że będę to robić co drugi dzień wieczorem, bo wcześniej nie mogłam zaplanować precyzyjnie swoich zajęć. Wyznaczyłam sobie porę w poniedziałki, środy i piątki między 21 a 22 i ani sekundy dłużej.
Po dwóch tygodniach nauka weszła mi w nawyk. Przed dziewiątą wieczorem już zaczynały mi w głowie wyświetlać się słówka i przypominało mi to, czego uczyłam się ostatnio.
Kiedy kończyłam kolejną lekcję o 22 nigdy nie byłam zmęczona – wprost przeciwnie. Czasem miałam jeszcze ochotę dłużej posiedzieć nad książką, ale nie robiłam tego – chciałam przyzwyczaić mój umysł do tego, że przez tą jedną godzinę może i powinien całkowicie przestawić się na przyswajanie obcego języka. Nie zajmowałam się wtedy niczym innym, nie odbierałam telefonu, nie słuchałam muzyki, nie myślałam o przyszłości.
Przez godzinę koncentrowałam się wyłącznie na języku włoskim. A potem o 22 z czystym sumieniem zamykałam książkę i zeszyt, odkładałam długopis i mogłam spokojnie zająć się innymi sprawami.
Zyskałam jeszcze coś – dzięki temu, że wyznaczyłam sobie stałą i regularną porę nauki przestało mnie nękać poczucie winy, że postanowiłam uczuć się włoskiego i ciągle brakuje mi na to czasu.
Nie musiałam już szukać okazji, żeby zająć się wypełnieniem swojego postanowienia. Po prostu zajmowałam się nim w poniedziałki, środy, piątki przez jedną godzinę wieczorem.
Mój umysł szybko przystosował się do tego rytmu i dzięki temu uczyłam się szybciej.
Nie wiem czy to kiedykolwiek zostało potwierdzone naukowo, ale z mojego doświadczenia wynika, że jeśli umysł i cały mechanizm myślenia zostanie skoncentrowany na jednej sprawie i jeśli będzie to sprawa powtarzalna np. codzienna lekcja obcego języka albo codzienne napisanie jednego wiersza to po pewnym czasie wyzwala się w nas dodatkowa energia – nowy wyspecjalizowany talent, który umysł wytwarza w celu obsługiwania tego nowego zadania. Ale żeby tak się stało ta czynność musi być systematyczna i regularnie powtarzana. Wyobrażam sobie, że można to porównać do powołania w przedsiębiorstwie zupełnie nowego działu, który od pewnego momentu będzie się zajmował wyłącznie projektowaniem i wytwarzaniem nowego produktu. Wydaje mi się, że podobnie dzieje się w ludzkim mózgu. Codziennie dostaje miliony różnych sygnałów i gdyby chciał zajmować się dogłębnie nimi wszystkimi to pewnie przepaliłby się po kilku godzinach. Dlatego musi posiadać jakąś barierę ochronną, coś w rodzaju trudno przepuszczalnego muru, na którego drugą stronę przedostaje się tylko część najsilniejszych bodźców ze świata zewnętrznego.
Jeżeli codziennie lub w innych regularnych odstępach do naszego mózgu dociera zapotrzebowanie na takie a nie inne działanie, to po pewnym czasie mózg uruchomi dodatkowy dział, którego zadaniem będzie zajmowanie się wyłącznie tym jednym, powtarzalnym i przewidywalnym problemem.
Na tym polega właśnie trening umysłu, żeby poprzez systematyczny sygnał wyzwolić w nim dążenie do zdobycia mistrzostwa i osiągnięcia doskonałości w wybranej przez nas dziedzinie.

Prokrastynacja to chyba problem każdego z nas – ciągłe odwlekanie, zajmowanie się wszystkim innym niż tym czym trzeba się zająć… A potem te okropne wyrzuty sumienia, że się czegoś nie zrobiło, że znowu zmarnowało się dzień itd. Te dosyć proste słowa Beaty Pawlikowskiej w książce „W dżungli życia” uświadomiły mi jedno – jeśli na czymś mi zależy – warto być systematycznym. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie słowo „systematyczność” to do tej pory było słowo, którego strasznie nie lubiłam. Kojarzyło mi się z nudą, z czymś okropnym, z nakładaniem sobie swego rodzaju kajdanków, a przede wszystkim z NAKAZEM a nie z WYBOREM. A przecież jeśli zależy mi na tym, żeby stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie, to mogę wybrać systematyczność, jako skuteczny środek do tego celu. Jeśli coś stało się moim nawykiem – wykonuję to szybciej, łatwiej, coraz profesjonalniej. I osiągam cel!

To kim jestem i przede wszystkim to kim będę zależy od moich nawyków. Coraz bardziej upewniam się, że warto nad nimi pracować. :)

Zobacz również:
Alkoholizm w dżungli życia
Zapisuj i myśl!
Pomiędzy bodźcem a reakcją
Kura czy orzeł ?
Skrobia kukurydziana

.

Dodaj swój komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

psychoterapeuta - osoba posiadająca certyfikat szkoły psychoterapii lub będąca w trakcie jej zdobywania. Szkolenia PTP czy SN PTP mogą podjąć tylko osoby, które mają wykształcenie psychologiczne czy lekarskie albo od min. 5 lat pracują w ośrodkach zajmujących się psychoterapią.
 
Psycholog czy psychiatra bez szkolenia psychoterapeutycznego nie ma wystarczajacych umiejętności, żeby prowadzić psychoterapię.
 
Specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia to osoba, która skończyła wyższe studia (wystarczy pedagogika czy filozofia), oraz szkolenie PARPA - uważajcie w ośrodkach leczenia uzależnień.

Facebook

Chomik

Statystyki

  • 426,266 odsłon od 11 grudnia 2009

"Pracuj tylko w kręgu wpływu. Podejmuj zobowiązania i wywiązuj się z nich. Bądź latarnią, nie sędzią. Bądź wzorem, nie krytykiem. Bądź częścią rozwiązania, nie częścią problemu.

"Wypróbuj tę zasadę w małżeństwie, w rodzinie, w pracy. Nie dyskutuj nad słabościami innych. Nie dyskutuj nad własnymi. Jeśli popełnisz błąd, dostrzeż go jak najszybciej, napraw, wyciągnij z niego naukę. Nie popadaj w obwiniający, oskarżający nastrój. Pracuj nad tym, nad czym masz kontrolę. Pracuj nad sobą. Nad być."
Stephen Covey

Wystarczy kliknąć

Pajacyk

Twój e-mail

%d bloggers like this: