Ryby mają głos!

Reinkarnacja

Posted on: 2011-07-13

Ostatnio sporo czytam o buddyzmie itp. Jednym z podstawowych wierzeń buddystów jest reinkarnacja. W różnych publikacjach pojawiają się hipotezy, że wcześniej – w naszych poprzednich wcieleniach – byliśmy różnymi osobami, mieliśmy różnego rodzaju role itd. Idąc tym tropem mogłam być wcześniej matką 12stu dzieciaków, żołnierzem, marynarzem czy nawet Marią Cure-Skłodowską ( ;) ).
Być może reinkarnacja to tylko taki wymysł Wschodu … A być może ma miejsce naprawdę? … Nie jestem przekonana …
Ale :)

Często sobie zarzucam, że nie jestem w miejscu, w którym chciałam być… Nie mam rodziny, dzieci … mimo, że bardzo mi na tym zależało …
Czytając o reinkarnacji tak sobie pomyślałam … kto wie … może we wcześniejszych wcieleniach wiele razy byłam mamą a teraz, w tym życiu, będę po prostu robić coś innego? Mam inne cele do zrealizowania? Świadomość, że [b]być może[/b] spełniłam się kiedyś w tej roli pozwala mi się oderwać od poczucia winy, łatwiej mi zaakceptować przeszłość i teraźniejszość taką jaką jest. No i przyszłość od razu też lepiej wygląda :) Dzięki samej koncepcji reinkarnacji – zyskałam dystans! :)

Reinkarnacja dla buddystów ma też inny aspekt – wierzą, że każdy napotkany człowiek może być ich ojcem, matką, synem, córką, czy po prostu przyjacielem z poprzednich wcieleń … Przy takim nastawieniu łatwiej o sympatię czy współczucie dla innych …

 

Zobacz również:
Bhagawad Gita – garść cytatów
Paradygmat
Mindfulness czyli uważna obecność
Przestań mówić – zacznij się porozumiewać

 

.

Reklamy

komentarze 24 to "Reinkarnacja"

Polecam inne spojrzenie. Poszerza perspektywę:
http://www.opoka.org.pl/varia/sekty/bylembuddysta.html

http://www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=120
:)

Faktycznie tekst budzi wątpliwości. Ale przykuło moją uwagę wspomnienie jednego z demonów z imienia. Poszedłem tym tropem i trafiłem na tekst niewątpliwego autorytetu w sprawach demonologii x. Posackiego: http://www.aleksanderposacki.pl/pl/artykuly/refleksje-po-tynieckim-spotkaniu-z-buddystami-kultura-czy-kult-dialog-czy-zdrada

Dużo tu, jak to u naukowca, różnych treści, ale sam Mahakala jest szeroko opisany. Romek, jak sądzę, opisuje bardziej rozwój opętania, niż choroby psychicznej. Jednak, jeśli Dominikanie uznali jego świadectwo za ważne, na tyle, by je pokazać, to coś w tym musi być. Ja osobiście nie znam się na buddyzmie, nie znam też buddystów z dziada, pradziada. Znam parę osób, a to są wszystkie osoby które „parają” się buddyzmem, które w tym raczej szukają ucieczki od KK niż poszukiwania Boga. Ciebie nie znam, więc nie wiem co kieruje Tobą. Nie jestem Ci również w żadnej mierze nie życzliwy. Po prostu zdaję sobie sprawę, że w duchowości trzeba wiedzieć co się robi, bo błędy mogą mieć wyjątkowo paskudne skutki.

Wiem, że duchowość, szczególnie dla osób z trudnym dzieciństwem, może być niebezpieczna. Dlatego nie staram się tu nikogo „nawracać” na buddyzm – napisałam o reinkarnacji bo chyba wszyscy o niej słyszeli … i z tego co wiem, wiele osób czasem zastanawia się, tak po prostu, czy być może reinkarnacja istnieje :)

A propos Mahakali … to szczerze mówiąc nie słyszałam o nim wcześniej. Generalnie jeszcze mało wiem o buddyzmie. Tak jak chrześcijaństwo to nie tylko katolicyzm, ale również protestantyzm czy prawosławie plus mnóstwo pomniejszych odłamów – tak samo buddyzm dzieli się na wiele tradycji i szkół … Buddyzm Tybetański jest tylko jednym z wielu odłamów.
Anthony de Mello w „Przebudzeniu” przytoczył słowa Buddy: „Mnichom i uczonym nie wolno akceptować moich poglądów – z szacunku. Muszą je analizować tak, jak złotnik sprawdza jakość kruszcu. Trąc, skrobiąc, pocierając i topiąc”.
I ja tak właśnie „trę”, „skrobię”, „pocieram” i „topię” :D

Chciałoby się napisać, żebyś teraz poruszyła wątek o zmartwychwstaniu Chrystusa i tego konsekwencji w naszym życiu.

Faktem jest, że w reinkarnacje wierzy ponad połowa mieszkańców Ziemi. Faktem jest, że wiara ta jest zakorzeniona w Azji, obszarze o największym zagęszczeniu ludnościowym.

Można mnie nazwać wygodnickim, ale ze swoją świadomością czym jest reinkarnacja, a czym ta jedyna szansa na zbawienie o jakiej mówi chrześcijaństwo, a rzecz dotyczyła filozoficznych rozważań, wybrałbym naukę chrześcijańską. Wolę zająć się czymś raz, a dobrze, niż rozmydlać niczym w słomianym zapale, w wielokrotnych próbach osiągnięcia celu.

Chciałoby się napisać, żebyś teraz poruszyła wątek o zmartwychwstaniu Chrystusa i tego konsekwencji w naszym życiu.

Nie widzę pozytywów w tych konsekwencjach :/

Jak nie ma pozytywów, to nic nie ma? Przecież nie masz obowiązku ich widzieć. Jak najbardziej pisz rzetelnie, przecież to Twój blog. Chociaż, przecież nie prosiłem o pisanie na ten temat, tylko nawiązałem do Twoich deklaracji o neutralności.

Jest jeszcze jeden aspekt reinkarnacji- próbuje ona wyjaśnić dlaczego na ludzi spadają różne niesprawiedliwości losu – Według karmy nie ma iniesprawiedliwości losu – tak można patrzeć tylko z poziomu jednego życia. Idea reinkarnacji wproadza prawo karmy (prawo zapłaty) za to się robiło lub nie robiło w poprzednim wcieleniu
Z filozoficznego i religijnego punktu widzenia w sytuacjach katastrof, wojen, klęsk żywiołowych a także rodzenia się biednym, doświadczania traumy – odpada pytanie o bezsenns i przypadkowość oraz dlaczego miłosierny Bóg do tego dopuścił lub po co ludziom dał takie koszmarne lekcje. Te traumatyczne doświadczenia rozumiane są poza Bogiem ( znika konflikt Bóg miłosierny czy sadysta? ) a ciężkie doświadczenia życiowe rozumiane są z poziomu własnej odpowiedzialnośc jako wypracowany przez siebie los w tamtym życiu oraz jako odpowiedzialność za to się robi w kontekście siania nowych nasion karmy (dobrej lub złej) pod przyszłe życie.

Jednym to pomaga (np zmniejszyć poziom nienawiści za krzywdy doznane w tym życiu – „bo może w tamtym życiu też byłem kawał skur….) , innym takie myślenie wyraźnie przeszkadza (np wyjść z roli ofiary – skoro cierpię to pewnie musi tak być – i pogrąża w bierności)

Karma to czyn i jego konsekwencje. Nie należy tego mylić z „zapłatą”, winą i tym podobnymi sprawami. A konsekwencje mogą być różne … nigdy nie wiadomo jakie będą. Z reguły każdy czyn ma zarówno i te pozytywne jak i negatywne konsekwencje.
Przykład – jeśli dostaję się na prestiżowe studia – ma to pozytywne konsekwencje dla mnie i moich bliskich, którzy cieszą się z mojego sukcesu, ale też ma to negatywne konsekwencje dla osoby, która się nie dostała, bo „zabrałam” jej miejsce. Ten sam czyn może powodować zarówno szczęście jak i cierpienie …
Innymi słowy, wcale nie muszę być „skur …”, żeby mieć „złą karmę”.

Poza tym, dodałabym do tego jeszcze jedną uwagę …
Zarówno w hinduizmie jak i w buddyzmie spotkałam się z czymś w rodzaju nakazu działania. W Bhagavad Gicie można przeczytać, że bierność jest grzechem, a buddyści często mówią, że nie ważne co się wydarzyło, ważne co w związku z tym zrobisz.

Nakaz nakazem a mentalnosć mentalnością. Zresztą nie dotyczy to tylko reliigii wschodu, również w chrzescijaństwie cześć ofiar tłumaczy swoją bierność np nadstawianiem drugiego policzka alb niesieniem krzyża. Tak więc sądzę że to czy religia (wschodu lub zachodu) będzie wspierać czy ograniczać to zależy od osoby co z religii wyłuska.
„Zapłata” oczywiście w sesie symbolicznym, . Oczywiście że karma to „nie zapłata” bo jest to poza osądem, tylko rozumiana jest troche jak prawo grawitacji, szklanka spada jak się ją upuści i gdy rozbije się to nie ma w tym żadnej zapłaty/odpłaty za nieuwagę, tak się po prostu dzieje.
Świadomość że coś jest konsekwencją (przeszłych czynów , może właśnie z innych wcieleń ) daje szansę uwalnić od bezproduktywnego na dłuższą metę obwiniania. W sumie ciekawa alternatywa dla dualizmu obiwnianie- wybaczanie.

p.s
Jeżeli przyjmiemy założenie że reinkarnacja istnieje, i prawo karmy też to zastanawiam się jaką karmę będą mieli obecni „skur..” jak np ten Austriak który więził swoją córkę w piwinicy latami i miał z nią dzieci. Może doświadczy przemocy i będzie się zastanawiał skąd . Zresztą jeżeli się wierzy w reinkarnację, to gdzieś w tych wszyskich przeszłych żywotach jest spora szansa że jakieś „skur” się popełniło i takie myslenie w sumie moze uwalniać od wywyższania się, od utknięcia w roli ofiary lub świętoszka – i w tym momencie zbliżamy się do psychologii cienia, żeby cień w sobie dostrzec i zaakceptować ;)

w buddyzmie (nie wiem czy w każdej ze szkół) istnieje też pojęcie piekła, jak ktoś był naprawdę „skur..” to być może właśnie tam trafia? :D

Może jakieś piekła, a może kat w nowej inkarnacji staje się ofiarą – co w sumie też jest piekłem…
Ale nie jestem az takim znawcą buddyzmu czy hinduizmu żeby się jednoznacznie wypowiadać jak to w tych religiach jest widziane.
A co do Mahakali – wydaje mi się ze przytoczone negatywne opinie są tendencyjne.

można się też odrodzić jako „głodny duch”, co jakoś mi się kojarzy z nałogami …, ale chyba jednak wolę założyć, że na bycie człowiekiem trzeba sobie jakoś zasłużyć, trzeba zrobić coś dobrego, żeby mieć kolejną szansę …
W ogóle nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś „cierpisz, bo w poprzednim wcieleniu zrobiłeś coś strasznego …” – nie mam przecież pojęcia, co ta osoba zrobiła w poprzednim wcieleniu, nawet nie mam pewności, że reinkarnacja naprawdę istnieje. Nie mogę tak powiedzieć komuś, sobie też nie.
Staram się raczej oddzielać karmę od reinkarnacji. A karmę rozumiem tak, że ode mnie zależy moje szczęście (moja karma). Robienie dobrych rzeczy, tworzenie, życie w sposób, który nie krzywdzi a wręcz pomaga szczęśliwie żyć innym to budowanie czegoś pozytywnego. To taka prosta prawda – czasem łapię się na tym,jaka to ja jestem nieszczęśliwa, jak to ci „straszni ludzie” mnie zawiedli, ale jeśli zastanawiam się nad tym co ja zrobiłam dla tych ludzi … to wychodzi mi, że nic :| Więc tak właściwie zadziałały zwykłe prawa fizyki – każda akcja rodzi reakcję … Dobro powraca. Zło też.
A zło może być zakamuflowane. Melody Beattie napisała w swojej książce, że trójkąt dramatyczny Karpmana jest tak naprawdę trójkątem nienawiści. I coś w tym jest – robimy coś, a później oczekujemy gratyfikacji w zamian. I to natychmiast. A prawo karmy – jak mówi Ajahn Brahm – działa powoli … :)

A co do Mahakali – to szczerze mówiąc kompletnie nic o tym nie wiem. Na razie jeszcze mało wiem o buddyzmie … Być może występuje tylko w buddyzmie tybetańskim?

też sobie nie wyobrażam powiedzieć komuś „cierpisz, bo w poprzednim wcieleniu zrobiłeś coś strasznego …” – ale jeżeli chodzi o siebie samą , to takie pytanie retoryczne , że kto wie, moze z tą karmą coś jest na rzeczy, że takie a nie inne doświadzenia – taka myśl mi czasami przebiega. Ale bez przesady. jest to perspektywa której nie wykluczam, ale też ręki sobie za nią nie dam uciąć. Tym bardziej że perspektywa z drugiego kontinuum ” Masz tylko jedno życie , więc …- ta perspektywa też stawia na nogi. W ogóle fajnie popatrzeć z różnych perspektyw

jeśli chcesz się przekonać co sobie „nagrabiłaś” w poprzednim wcieleniu, to można się (podobno) tego dowiedzieć medytując w jakiś sposób ;D

spotkałam się też z teorią (chyba w buddyzmie tybetańskim), że bardzo trudno zreinkarnować się jako człowiek – innymi słowy, raczej trzeba sobie zasłużyć na bycie człowiekiem. Życie – mimo iż pełne cierpienia – to dar, więc jeśli miałabym patrzeć na swoje zycie przez pryzmat reinkarnacji i karmy to właśnie w ten sposób … Zostałam obdarzona (bo sobie na to zasłużyłam) możliwością życia, odczuwania, myślenia, przeżywania różnych sytuacji, doświadczania, tworzenia itd Chyba jakiś mistrz zen powiedział nawet, że ludzie są jak bogowie, jesteśmy twórcami otaczającej nas rzeczywistości – żaden inny gatunek nie jest w stanie robić tego, co potrafimy robić my :)

takie bardziej optymistyczne – ale bez siegania do swojego cienia

Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym cieniem :/

cień czyli ciemniejsza a nawet mroczna strona nas, której najchętniej byśmy się wyparli w jakiś sposób, staramy się tego nie uświadamiać albo omijać wielkim łukiem

(psychologia Junga)

A w literaturze motyw ten jest rozwinięty w
Czarnoksiężniku z Archipelagu – Ursuli Le Guin

Przeczytałam tę książkę :D
Ale nadal nie rozumiem o co chodzi z cieniem w aspekcie reinkarnacji i karmy …
Rozumiem, że założenie jest takie: coś przeskrobaliśmy w poprzednim wcieleniu i stąd np. urodziny w rodzinie alkoholika … i związane z tym cierpienie.
Tylko czy to nie odbiera nam współczucia do dziecka, którym byliśmy w tak trudnej sytuacji?
Dziecka, które jest bezbronne, niewinne, ufne itd ?

Myślę że nie odbiera współczucia. Budda jest kwintesencją współczucia a przecież widzi istotę w prawdzie, również z jej cieniem, widzi karmę .
Nie bawi się w pozytyne myślenie rozumiane jako wyparcie złej karmy. Właśnie dlatego że widzi złą karmę , dlatego współczuje, bo wie że są lub będą konsekwencje !!! Budda współczuje ofiarom ale też współczuje katom, bo wie że ofiara się przeplata z katem, bo wie że kat będzie doświadczał złej karmy, bo wie ze ofiara często bierze odwet i staje się katem. Wystarczy popatrzeć na to ile dzieci bitych w dzieciństwie bije później swoje dzieci. Widzi te powiązania i współczuje wszystkim istotom uwikłanym w taki łańcuch doświadczania krzywdy i zadawania krzywdy i pragnie wyzwolić je z tego
Widzę jeszcze taki plus ze świadomości swojego cienia – że uwalnia z kultywania mściwych, odwetowych uczuć, myśli i zachowań – bo właśnie pojawia się współczucie dla siebie i innych, którzy uwiłali się w to szaleństwo.
Uwalnia też z myślenia o sobie jako o ofierze, a należy pamiętać ze świadomość ofiary dodaje dodatkowego cierpienia (osłabia psychicznie, marnuje się wtedy swój ludzki potencjał i często wchodzi w relacje z poziomu ofiary i doswiadcza kolejnych krzywd)
Uwalnia też z poczucia moralnej wyższości.
Ani poczucie wyższości, ani tożsamośc ofiary, ani odwet i wejście w rolę kata – nie służy nikomu psychicznie i karmicznie.

świetny tekst :)

zastanawiałam się nad tym i przyszło mi do głowy, że jeśli przyjąć kwestie karmicznego cienia za pewnik to nie można uniknąć cierpienia, czy raczej wzięcia odpowiedzialności za swoje szczęście. Jeśli ktoś poddaje się cierpieniu, albo ucieka od problemów nie rozwiązując ich i trwa w tym do końca życia (albo wręcz ucieka poprzez samobójstwo) to później odradza się i jest „zaprogramowywany” do poprzedniego stanu poprzez dzieciństwo w następnym życiu … I tak w kółko.
To nadaje dodatkowo sens życiu jako takiemu, bo odpowiada na pytania „kim jestem?” i „po co tu jestem?”. I daje motywację do działania, rozwoju itd :)

Dodaj swój komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

psychoterapeuta - osoba posiadająca certyfikat szkoły psychoterapii lub będąca w trakcie jej zdobywania. Szkolenia PTP czy SN PTP mogą podjąć tylko osoby, które mają wykształcenie psychologiczne czy lekarskie albo od min. 5 lat pracują w ośrodkach zajmujących się psychoterapią.
 
Psycholog czy psychiatra bez szkolenia psychoterapeutycznego nie ma wystarczajacych umiejętności, żeby prowadzić psychoterapię.
 
Specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia to osoba, która skończyła wyższe studia (wystarczy pedagogika czy filozofia), oraz szkolenie PARPA - uważajcie w ośrodkach leczenia uzależnień.

Chomik

Statystyki

  • 445,740 odsłon od 11 grudnia 2009

"Pracuj tylko w kręgu wpływu. Podejmuj zobowiązania i wywiązuj się z nich. Bądź latarnią, nie sędzią. Bądź wzorem, nie krytykiem. Bądź częścią rozwiązania, nie częścią problemu.

"Wypróbuj tę zasadę w małżeństwie, w rodzinie, w pracy. Nie dyskutuj nad słabościami innych. Nie dyskutuj nad własnymi. Jeśli popełnisz błąd, dostrzeż go jak najszybciej, napraw, wyciągnij z niego naukę. Nie popadaj w obwiniający, oskarżający nastrój. Pracuj nad tym, nad czym masz kontrolę. Pracuj nad sobą. Nad być."
Stephen Covey

Wystarczy kliknąć

Pajacyk

Twój e-mail

%d blogerów lubi to: