Ryby mają głos!

Obwinianie rodziców – czy to potrzebne?

Posted on: 2010-01-13

Fragment książki “Jak wychowywać szczęśliwe dzieci” Wojciecha Eichelbergera. Polecam :)

A. Mieszczanek: Wiele osób boi się, że kiedy już usłyszą głos swojego „wewnętrznego dziecka”, zaczną obwiniać swoich rodziców, wypominać im cale to ograniczanie, niezauważanie, brak prawdziwej troski i miłości. Boją się własnej wrogości, wściekłości wobec rodziców. Boją się, że ta wściekłość – raz wypuszczona z głębin, w których była bezpiecznie przechowywana – zaleje ich, że sobie z nią nie poradzą. I że już zawsze będą mieli do swoich rodziców tylko pretensje. Nie będą ich mogli kochać.

W. Eichelberger: Pomocne może być w tej sytuacji dostrzeżenie, że rodzice są złożonym fenomenem i że tak zwana toksyczność nie wyczerpuje tego fenomenu. W każdym z rodziców jest także aspekt pozytywny, odżywczy. Tak jak już powiedzieliśmy, gdyby nasi rodzice byli wyłącznie toksyczni, dziś nie miałby kto ani pisać, ani czytać tej książki. Życie by ustało.
Rodzice – choćby nie wiem jak okropni – musieli jednak zatroszczyć się o to, abyśmy mogli dożyć chwili, w której zdamy sobie sprawę z ich okropności, żebyśmy mogli przeżyć choćby pierwsze tygodnie, miesiące życia. Choćby w ten sposób, że nas gdzieś ulokowali, namówili kogoś, żeby się nami zajął. A poza tym każdy z nas się urodził, czyli matka donosiła do końca ciążę. Dziewięć miesięcy z matką to też jest coś.
W doświadczeniu każdego z nas musiało być coś na tyle pozytywnego i odżywczego, co nas przy życiu utrzymało.
Kiedy mówimy o tym, że ważne jest, by doświadczyć i wyrazić zanegowane w przeszłości uczucia wobec rodziców, to mówimy o wyrażeniu ich wobec negatywnego czy toksycznego aspektu rodziców. Nie chodzi o to, żeby w ogóle, w całości, rodziców potępić, choć w początkowej fazie tego procesu uczucia negatywne dominują. Gdy podczas psychoterapii ktoś pracuje nad uczuciami wobec ojca czy matki, rodzic występuje w dwóch, czasem nawet w trzech osobach. Jedna osoba to aspekt toksyczny, negatywny, a druga osoba- aspekt pozytywny, odżywczy. To musi zostać wyodrębnione. Często pojawia się też trzecia osoba – idealny ojciec czy matka. Wtedy wyraźnie widać, czemu służy powrót do trudnych przeżyć z dzieciństwa. Wszystkie negatywne uczucia, Aż do chęci unicestwienia, skierowane są do rodzica toksycznego. I dobrze jest, gdy zdobędziemy się na to, aby go – symbolicznie – unicestwić. Wtedy będzie mógł dojść do głosu ten drugi – pozytywny.
Znam dzieci, które nie są „wdeptane w ziemię” i wyrażają swoje negatywne uczucia wobec rodziców. Te uczucia są bardzo silne – czasem usłyszysz w takiej sytuacji zdanie : „Zabiłbym cię”, albo „Chciałbym, żebyś już nie żył”. Dlaczego jest to tak dramatyczne? Czy dlatego, że dziecko ma fioła, że jest złe? Nie. To sygnał, że robimy coś, co narusza jego wrodzoną, podstawową hierarchię wartości i wynikające z niej prawa – prawo do prawdy, do miłości i do bycia wolnym. Robimy coś, co w odczuciu dziecka zaprzecza prawdzie o naszej miłości do niego i jednocześnie zabija jego miłość do nas. Naruszenie czegoś tak podstawowego musi powodować uczucia gwałtowne.
Mówisz, że ludzie się boją nieustannego obwiniania własnych rodziców, łańcucha pretensji… Trzeba pamiętać o tym, że kiedy pracujemy nad uczuciami wobec swoich rodziców, jednocześnie pracujemy nad sobą – nad tym, co z dziedzictwa naszych rodziców uznaliśmy za własne. A wiec wyzwalamy nasze wewnętrzne dziecko od naszego wewnętrznego rodzica, co otwiera drogę do przekroczenia tej dwoistości, tego wewnętrznego konfliktu. Tylko w ten sposób mamy szanse odczarować klątwę pokoleń.

A. Mieszczanek: Rozumiem, ale wiem też, że zaczynając pracę nad własnymi uczuciami wobec rodziców ludzie z wielką niepewnością pytają siebie i terapeutę: „Czy wolno mi pozwolić sobie na nienawiść, na wszystkie te negatywne uczucia – nawet wyłącznie na użytek pracy terapeutycznej?

W. Eichelberger: Oczywiście, że wolno i wszyscy mądrzy o tym wiedzą. Tylko ci, którzy wypaczają ich myśl i używają jej do instrumentalnych celów, do obrony własnej niewiedzy, a czasem wręcz świadomej niegodziwości, twierdzą inaczej.
Z tego co mówił Chrystus wynika przecież „Miłuj grzesznika, lecz nienawidź grzechu”. Czy to oznacza że Chrystus namawia nas do ćwiczenia się w gniewie, nienawiści? Przecież dzieci nienawidzą rodziców za to, że ci grzeszą. Czyli za taki sposób postępowania, który sprzeniewierza się temu, co jest istotą człowieczeństwa. Dzieci reagują gniewem na kłamstwo, chciwość, upokorzenie, manipulacje, przemoc.
Istnieje w naszej kulturze silny nurt, chroniący rodziców, który nakazuje dzieciom miłować ich i szanować. Miłować i szanować nie można „z nakazu”. Miłość i szacunek to drogocenne uczucia, które jako dzieciom nam się należą, ale na które jako dorośli musimy zasłużyć. Gdy jest się ojcem albo matką, na szacunek dzieci się zasługuje. Wprawdzie dziecko w naturalny sposób rodziców kocha i chce szanować, ale jest to kredyt, który łatwo roztrwonić.
Czas ochronny dla rodziców się skończył. Sprawy tego świata wyglądają tak źle, że nikt nie może uchylać się od odpowiedzialności. A szczególnie ci, którzy byli tu przed nami.
Norma nakazująca kochać i szanować rodziców, niezależnie od tego co robią, jest monstrualną manipulacja na rzecz „status quo”, a widać gołym okiem, że „status quo” nie powinno już trwać dłużej. W każdym totalitarnym systemie kwestionowanie pozycji autorytetu, jego wiarygodności, nieomylności, prestiżu było nie do przyjęcia dla tych, którzy rządzili.

Zobacz również:
Mit rodzica doskonałego
Alice Miller “Gdy runą mury milczenia”
Czy to już przemoc ?
Na własne nogi – audycje radiowe o/dla DDA
“Wsparcie dla dorosłych dzieci alkoholików” Tommy Hellsten

.

Advertisements

Dodaj swój komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

psychoterapeuta - osoba posiadająca certyfikat szkoły psychoterapii lub będąca w trakcie jej zdobywania. Szkolenia PTP czy SN PTP mogą podjąć tylko osoby, które mają wykształcenie psychologiczne czy lekarskie albo od min. 5 lat pracują w ośrodkach zajmujących się psychoterapią.
 
Psycholog czy psychiatra bez szkolenia psychoterapeutycznego nie ma wystarczajacych umiejętności, żeby prowadzić psychoterapię.
 
Specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia to osoba, która skończyła wyższe studia (wystarczy pedagogika czy filozofia), oraz szkolenie PARPA - uważajcie w ośrodkach leczenia uzależnień.

Facebook

Chomik

Statystyki

  • 436,359 odsłon od 11 grudnia 2009

"Pracuj tylko w kręgu wpływu. Podejmuj zobowiązania i wywiązuj się z nich. Bądź latarnią, nie sędzią. Bądź wzorem, nie krytykiem. Bądź częścią rozwiązania, nie częścią problemu.

"Wypróbuj tę zasadę w małżeństwie, w rodzinie, w pracy. Nie dyskutuj nad słabościami innych. Nie dyskutuj nad własnymi. Jeśli popełnisz błąd, dostrzeż go jak najszybciej, napraw, wyciągnij z niego naukę. Nie popadaj w obwiniający, oskarżający nastrój. Pracuj nad tym, nad czym masz kontrolę. Pracuj nad sobą. Nad być."
Stephen Covey

Wystarczy kliknąć

Pajacyk

Twój e-mail

%d bloggers like this: