Ryby mają głos!

Ciemna strona natury ludzkiej

Posted on: 2011-12-10

Wychowani na filmach, w których każda z postaci jest jednoznacznie dobra albo jednoznacznie zła mamy zaburzony obraz świata, społeczeństwa i przede wszystkim samych siebie. Gdy do tego dojdzie niewłaściwie rozumiana religia … czujemy się winni nawet za swoje własne myśli. Ten trochę kontrowersyjny tekst znaleziony w książce „Hardcore zen” Brada Warnera pozwala spojrzeć na kwestie dobra i zła z punktu widzenia natury ludzkiej w świetle relacji społecznych.

Przez cały dzień – i każdego dnia – tłumimy najróżniejsze myśli i potrzeby, które pojawiają się w naszej głowie. Musimy tak robić – wymaga tego funkcjonowanie w społeczeństwie. Wszyscy mamy paskudne antyspołeczne ciągoty. Każdy z nas. Nie tylko naziści, al-Kaida czy znani przestępcy seksualni – czy ktokolwiek, kto w danym momencie jest w mediach potworem tygodnia. Wszyscy ci złoczyńcy to ty. I ja. Są oni każdą istotą ludzką na ziemi, bez wyjątków. Może nie odczuwasz tego rodzaju potrzeb, które według mediów są najgorsze (a w każdym razie wmawiasz sobie, że ich nie odczuwasz), ale masz inne, które są równie nieprzyjemne i obrzydliwe. Każdy człowiek tak ma. To część ludzkiej natury.

Życie w społeczeństwie uczy nas pomijać pewne aspekty powszechnej natury ludzkiej, ponieważ są one sprzeczne z utrzymaniem społeczeństwa. Wszyscy ludzie mają paskudne żądze, ale nie da się zbudować funkcjonującej społeczności, w której ludzie nagminnie zajmowaliby się gwałceniem kociąt, sztyletowaniem sprzedawców w sklepach i kradzieżą bielizny starszych pań. A gwałt, zabójstwo i kradzież to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Istnieją miliony pomniejszych potrzeb, które wszyscy odczuwamy, a które są równie, aczkolwiek w znacznie mniej oczywisty sposób, antyspołeczne – i te również musimy tłumić. Tyle tylko,że nie nazywamy większości z nich po prostu „nieakceptowalnymi” albo nawet zwyczajnie „antyspołecznymi”. Wynaleźliśmy dla nich znacznie lepszą etykietkę. Nazywamy je „niewłaściwymi”,„grzesznymi” lub „złymi”. To, co jest antyspołeczne, jest „niewłaściwe”, a to, co jest prospołeczne, jest „właściwe”. Tak naprawdę„właściwe” i „niewłaściwe” niekoniecznie w pełni pokrywa się z funkcjonującymi w społeczeństwie defnicjami dobra i zła – a na dodatek wśród różnych społeczeństw nawet nie ma zgody co dotych definicji!

Mnóstwo nauk religijnych wyrosło z autentycznego zrozumienia pewnych podstawowych rzeczy, które należy robić bądź też których trzeba unikać, aby utrzymać istnienie społeczności. Żydowski zakaz jedzenia wieprzowiny pojawił się zapewne po tym, jak ludzie umierali, jedząc zepsute mięso wieprzowe. (W tamtych czasach dokonanie myślowego połączenia między taką śmiercią a mięsem, które zostało zjedzone, oznaczało spore osiągnięcie intelektualne.) Ale następnie ludzie doszli do niepotrzebnego wniosku, że to oznacza, iż jedzenie wieprzowiny jest niezgodne z wolą Boga.

Wszystkie nasze kody religijne i społeczne pochodzą od ludzi, którzy dostrzegali związki między konkretnymi działaniami a ich efektami. Czasami ich wnioski były poprawne, ale czasem dramatycznie błędne. Niezależnie jednak od tego, czy były poprawne czy nie, przekazywano je z pokolenia na pokolenie i z czasem nabierały dodatkowego ciężaru psychologicznego i społecznego. Tysiące lat później założenie jednego człowieka, że istnieje związek między tym, co robił w zeszły czwartek, a jakimś szczęśliwym wydarzeniem w następnym tygodniu, stało się boskim prawem, którego nikomu nie wolno złamać, jeśli nie chce zostać potępiony na wieczność.

Każde społeczeństwo, w którym żyjemy, ma setki, tysiące, miliony takich praw, małych i dużych. Niektóre są tak niepozorne, że nawet ich nie zauważamy. Są to założenia wbudowane w samą materię języka. Mówimy raczej, że „pójdziemy do toalety”, niż że „zrobimy kupę”, ponieważ ta pierwsza forma wskazuje na naszą wiedzę, iż dobrzy członkowie społeczeństwa robią kupę w specjalnym miejscu nazwanym toaletą. Większość słów uważanych za wulgarne odnosi się do spraw, których społeczność woli nie zauważać albo przynajmniej traktować je jako całkowicie prywatne. Idziemy przez całe życie, automatycznie tłumiąc to, co według społeczeństwa jest „niewłaściwe” – czy to celowo, czy też mimowolnie. (..)

Większość tego wszystkiego tłumimy tak szybko i skutecznie, że nie ma to nawet czasu, żeby zagościć w naszym świadomym umyśle jako myśl lub idea.

Nie wolno pluć na podłogę. Nie wolno dłubać w nosie przy niani. Nie wolno bawić się siusiakiem przy ludziach. No i przede wszystkim nie wolno się bawić cudzym siusiakiem. Wszystkie te zachowania opatrzone są etykietką „niewłaściwe”.
Dlaczego?
Istnieją urazy, które tkwią w naszych głowach, odkąd mieliśmy trzy lata. Te zakopane głęboko sprawy są tak abstrakcyjne, że tak naprawdę niemal nie da się ich rozpoznać. Pomyśl o tym. Urazy, których doznałeś jako małe dziecko, były doświadczeniem kogoś, kto miał bardzo niewiele wspólnego z tym, kogo dzisiaj nazywasz „sobą”.  (..)

Ograniczenia, jakie sobie nakładamy, są ceną, którą płacimy za posiadanie cywilizacji. Cywilizacja nie byłaby w stanie bez tego istnieć. A jednak w naszym obecnym społeczeństwie dotarliśmy do punktu, w którym zaczynamy rozumieć, czym jest to zjawisko. I wcale nie jest to niebezpieczne rozluźnienie moralności, przed którym tak często się nas ostrzega. To, tak naprawdę, raczej przebudzenie ludzkiej społeczności do nowego rozumienia prawdziwej moralności: znacznie potężniejszej od każdej, którą da się utrzymać wyłącznie poprzez lęk przed Bogiem (w którego istnienie i tak większość z nas powątpiewa).

(..)

Musisz dostrzec, że „ja” zawiera mnóstwo rzeczy, które wydają ci się tak naprawdę obrzydliwe i okropne. Nie osiągniesz prawdziwej równowagi bez pogodzenia się z tym. Większość ludzi potrafi skutecznie stłumić te naprawdę okropne rzeczy przynajmniej w takim stopniu, że nie kieruje się nimi w działaniu, ale udawanie, że się nie ma takich potrzeb, nic tak naprawdę nie rozwiązuje na najgłębszym poziomie. Jest to zaprzeczanie rzeczywistości. (..)
Rozpoznanie swoich stłumionych żądz nie oznacza oczywiście, że człowiek musi się nimi kierować. Ale musi wiedzieć, że one istnieją. Udawanie, że tylko ludzie nienormalni mają pewne pragnienia, jest wyjątkowo niezdrowe i wybitnie niebezpieczne. Oto dlaczego: ktoś odkrywa, że marzy o tym, o czym według ogólnie przyjętych przekonań marzą wyłącznie ludzie chorzy i nienormalni. Zaczyna wierzyć, że tylko on odczuwa takie pragnienie, a w każdym razie, że odczuwa je mała grupka wybrańców, do której on należy. I ma pełne podstawy, żeby tak wierzyć, ponieważ społeczeństwo jako całość, składające się jako żywo z ludzi, którzy nie potrafą stawić czoła istnieniu swoich najgorszych żądz, utwierdza go coraz bardziej w tym przekonaniu. Nasz niezrównoważony przyjaciel zaczyna myśleć, że powinien działać zgodnie z tym wyjątkowym marzeniem po to, żeby wyrazić swoje wyjątkowe, „prawdziwe” ja. Wszyscy wierzymy, że potrzeby, które pojawiają się w naszych umysłach, są w jakiś sposób naszą „prawdziwą” osobowością, naszym „rzeczywistym” ja, i w związku z tym muszą zostać zadowolone po to, żebyśmy osiągnęli szczęście. Nasz szalony przyjaciel pozostaje w tej sprawie radośnie nieświadomy, ponieważ społeczeństwo uparcie zaprzecza, że takie marzenia nijak nie są wyjątkowe, są wręcz powszechne.
Każdy z nas jest Charlesem Mansonem, Saddamem Husseinem i Adolfem Hitlerem.
Kiedy ujawniają się nasze antyspołeczne potrzeby, mamy poczucie – ja przynajmniej tak miałem – że nie jesteśmy dobrymi ludźmi. Myślimy, że tylko udajemy dobrych, oszukując wszystkich dookoła, podczas gdy tak naprawdę marzymy o potwornościach. Ponieważ te okropne żądze są częścią naszego umysłu, uważamy, że muszą one być częścią „ja”, że tak naprawdę są „prawdziwym ja” i że to miłe, normalne „ja”, które zna społeczeństwo, jest tylko komedią. Ale tak naprawdę, naprawdę nie jest. Bynajmniej. Każdy i wszędzie ma takie same potrzeby jak my.

Najlepszymi wśród nas są ci, którzy widzą to jasno. Dobro można czynić tylko wtedy, kiedy się wie, czym jest zło i skąd pochodzi. Największym, najpaskudniejszym i najbardziej szkodliwym kłamstwem, które rozpowszechniają religie, jest to, że prawdziwie moralni ludzie nigdy nie mają niemoralnych myśli. Cóż to za niebezpieczna, szkodliwa bzdura. Wcale nie jest tak, że „dobry człowiek” ma tylko moralne myśli. Tyle tylko, że taki człowiek działa tylko w zgodzie z myślami moralnymi, a nie niemoralnymi. Pożądanie odczuwane w sercu nie jest tym samym czym cudzołóstwo. Tylko cudzołóstwo jest cudzołóstwem. Pożądanie w sercu jest czymś, czego nikt nie jest w stanie uniknąć. Ludzie, którzy udają, że nie mają nieczystych myśli, tak naprawdę usiłują zwalić winę na innych. Nasze pragnienia nie są prawdziwymi „nami”. Nawet nie są przybliżeniem. Nasze myśli też nie są prawdziwymi „nami”. Są po prostu energią elektryczną szalejącą w naszych mózgach.

Odpowiedzi: 10 to "Ciemna strona natury ludzkiej"

Chciałem zjechać ten post od góry do dołu, pojawiły mi się w głowie myśli takie, że… aaa, nie napiszę, bo w cywilizowanym społeczeństwie :-) A poważnie, to nieco zabrakło mi w tym wszystkim Boga, w którego gorąco wierzę – i nie, nie jest on kimś, przed kim wiem, że powinienem odczuwać strach. Uczę się nie-odczuwać strachu przed Bogiem, bo mój Bóg mnie kocha i mi wybaczył. A czy ja wybaczyłem sobie?

Brzmi po prostu jakby Flądra nie potrzebowała do tego wszystkiego Boga.
Myślę bardzo podobnie. Podoba mi się ta notka :)

to jest tekst z „Hardcore zen”, książki, która bazuje na wartościach zen czyli buddyjskich. Autor książki jest nauczycielem zen. Z tego co wiem, w zen kwestia Boga nie jest podejmowana.

Dla mnie ten tekst jest ważny, o tyle, że ułatwia mi zrozumienie i samej siebie i ludzi wokół. A jeśli potrafię zrozumieć, to potrafię też wybaczyć. I sobie, i innym.

:)

Nie przeczytałem całości, ale i tak coś napiszę. W świetle nie takich znowu najnowszych badań, mamy ze świniami najbliższy kod genetyczny. Dlatego to świnie mają być ewentualnym nośnikiem części zamiennych, a nie małpy. Gdyby Darwin miał dostęp do dzisiejszej wiedzy, nigdy nie stworzyłby takiej teorii, jakiej jest autorem.

Po przeczytanej części tekstu mam wrażenie, że spisał go ktoś, kto przeczytał albo usłyszał (lub poznał inaczej), kilka mądrości z różnych „bajek” i zebrał do kupy na potrzeby własne, a teraz sprzedaje jako jakąś większą mądrość. Nie mam nic przeciwko buddystom, ale sporo przeciwko ludziom, którzy wykorzystują buddyzm do swych niecnych celów. Nie chodzi mi o to, że facet chce zarobić. Chodzi mi o to, że chce powiedzieć, że jestem od niego gorszy, pomimo, że wyrosłem już z jego poziomu, tzw. religijności ludowej. Z Bogiem się nie handluje, ale z Jego osobowym przeciwnikiem. Ja mam wolę, dlatego nie kierują mną żądze ciała i głupie myśli. Jako chrześcijanin nie pasuję do takiego społeczeństwa jaki rysuje się w tym tekście. Gdybym pasował, społeczeństwo korzystałoby z chrześcijańskiego przykładu.

Przyznam, że najbardziej nie lubię religii właśnie za sianie strachu. Takiego podświadomego, związanego z każdym działaniem. Siedzącego tuż pod powierzchnią skóry. Wystarczy, że dotknę małym palcem czegokolwiek, a ten strach już się budzi, a za strachem płynie wstyd, poszukiwanie przebaczenia, …

Moim największym pragnieniem jest, żeby ludzie przestali się bać Boga, siebie i innych.

Czy Bóg stworzyłby to wszystko tylko po to, żeby grać nami niczym marionetkami? Staram się urealnić swoją osobowość i dochodzę do wniosku, że nie jest ona ani zła, ani dobra. Zło i dobro są tylko definicjami wgrywanymi nam przez społeczeństwo. Przecież, w niektórych religiach zabicie drugiego człowieka może być nawet dobrym uczynkiem. Nie zamierzam się także licytować, że te religie, które nie mają tego typu zasad są lepsze. Mogę być tylko mniej lub bardziej świadomym, mogę mniej lub bardziej rozumieć ludzi, świat, oraz to jaki mam na nich wpływ. Przy pełnej świadomości nie czuję potrzeby krzywdzenia innych – żadnej. Nie potrzebuję do tego ani księdza, ani rabina, ani nawet sąsiadki, która będzie dbała o moją moralność.

TenJaras, a nie pomyliło Ci się coś z tymi świniami? Z tego co ja słyszałam, świnie są do nas podobne, ale nie w sensie genetycznym, ale anatomicznym … Podobno serce świni jest tak podobne do naszych, że łatwo o pomyłkę.
Poza tym, naukowcy boją się chorób zwierzęcych, takich jak AIDS itp, na które nie bylibyśmy odporni jako, że jesteśmy blisko spokrewnieni z małpami.

Co do reszty – nie będę się odnosić do komentarza, który napisałeś nie przeczytawszy całego tekstu …
Pozdrawiam :)

Czytam sporo na temat demonologii. Można napisać, że temat stał się moim konikiem ;-) Sięgnąłem i po najnowszą książkę o. Posackiego, gdzie cytuje on m.in. św. Ignacego Loyolę. Zerknąłem w jego ćwiczenia duchowe. Polecam 333 i 334, pod koniec strony, prawie na samym dole.

@tenjaras
Do świń jest nam równie blisko co do wszystkich innych parzystokopytnych – chyba że masz na myśli jakiś inny rodzaj świni :) Genetycznie homo sapiens najbliżej jest do szympansa i bonobo. Nieporozumienie może wynikać po prostu z tego, że większość ssaków ma dość podobny genom, a u świni kształt i wielkość organów wewnętrznych mniej-więcej odpowiada ludzkim.
Tak czy inaczej, teoria ewolucji ma się bardzo dobrze.

Teoria ewolucji ma się dobrze, jak i pozostałe, próbujące wyjaśnić życie i przyrodę. Jak na razie, wciąż są to tylko teorie. Jestem zdania, że nie ma się co zbytnio upierać przy jakiejkolwiek.

To prawda. Na przykład taka teoria grawitacji. Tylu ludzi się przy niej upiera.

Dodaj swój komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

psychoterapeuta - osoba posiadająca certyfikat szkoły psychoterapii lub będąca w trakcie jej zdobywania. Szkolenia PTP czy SN PTP mogą podjąć tylko osoby, które mają wykształcenie psychologiczne czy lekarskie albo od min. 5 lat pracują w ośrodkach zajmujących się psychoterapią.
 
Psycholog czy psychiatra bez szkolenia psychoterapeutycznego nie ma wystarczajacych umiejętności, żeby prowadzić psychoterapię.
 
Specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia to osoba, która skończyła wyższe studia (wystarczy pedagogika czy filozofia), oraz szkolenie PARPA - uważajcie w ośrodkach leczenia uzależnień.

Facebook

Chomik

Statystyki

  • 426,266 odsłon od 11 grudnia 2009

"Pracuj tylko w kręgu wpływu. Podejmuj zobowiązania i wywiązuj się z nich. Bądź latarnią, nie sędzią. Bądź wzorem, nie krytykiem. Bądź częścią rozwiązania, nie częścią problemu.

"Wypróbuj tę zasadę w małżeństwie, w rodzinie, w pracy. Nie dyskutuj nad słabościami innych. Nie dyskutuj nad własnymi. Jeśli popełnisz błąd, dostrzeż go jak najszybciej, napraw, wyciągnij z niego naukę. Nie popadaj w obwiniający, oskarżający nastrój. Pracuj nad tym, nad czym masz kontrolę. Pracuj nad sobą. Nad być."
Stephen Covey

Wystarczy kliknąć

Pajacyk

Twój e-mail

%d bloggers like this: